z pokornie pochyloną głową pozwalam sobie zamieścic tu i poddać surowej krytyce moj pierwszy , no może drugi w życiu wiersz, napisany na dzień przed dopłynięciem do nowej Zelandii.
Jeśli komukolwiek się spodoba / kto ma dziś czs na czytanie wierszy??/, bardzo proszę o komentarz,,
nie bezcześć świtu myślą złą
bo ten nigdy nie powtórzy
wysoko podnieś głowę swą
jak dobrzy ludzie, którzy
wewnętrznym blaskiem własnych słońc
miłość przynosza temu światu.
dostrzeż człowieka w sobie i
"dzień dobry" powiedz mu , jak bratu.
wtorek, 11 listopada 2014
czwartek, 30 października 2014
w droge!!
Kotwicowisko przy Pangai Motu powoli się zapełnia. Wszystkie łodki planujące pasaż do Nowej Zelandii wstrzymały się z wypłynięciem, a inne wlasnie tu ściągaja z innych tongańskich wysepek. Wszystko to za sprawa planowanego na dzisiejszy wieczór urodzinowego przyjęcia Big Mama. Cała przystań Big Mama' s yacht Club od wczoraj jest starannie dekorowana , liście palmowe, kwiaty, baloniki i tym podobne.
Ja też się przygotowałam, mój prezent dla Big Mama to masaż, który zrobiłam jej już wczoraj i przy którym jęczała błogo po tongańsku oraz plecionka z liny, ktora miała być w założeniu wycieraczką, ale z braku surowca,przybrała rozmiary podstawki pod dwie filiżanki.
Poza tym sennie,, woda kolorem kusi do kapieli, ale temperaturą raczej odstrasza.
Mimo to wykorzystam tę ostatnią okazję do pływania , bo w NZ woda na pewno będzie zimniejsza.
No to plusk!!
Ja też się przygotowałam, mój prezent dla Big Mama to masaż, który zrobiłam jej już wczoraj i przy którym jęczała błogo po tongańsku oraz plecionka z liny, ktora miała być w założeniu wycieraczką, ale z braku surowca,przybrała rozmiary podstawki pod dwie filiżanki.
Poza tym sennie,, woda kolorem kusi do kapieli, ale temperaturą raczej odstrasza.
Mimo to wykorzystam tę ostatnią okazję do pływania , bo w NZ woda na pewno będzie zimniejsza.
No to plusk!!
środa, 29 października 2014
mlaskanie
,,,nie zawsze zdajemy sobie sprawę, jak bardzo rażą nas drobne niedoskonałości ludzkich kreatur, z którymi przypadek sprawił,że obcujemy więcej niż przeciętnie.
Kapitan łódki,na której jestem od kilku dni ma ich, moim zdaniem zbyt wiele.
Mam na myśli mlaskanie przy jedzeniu, bekanie i puszcznie baków bez żadnej żenady, o "przepraszam" nie wspomnę.
Ja nie wiem ,czy to przez brak wychowania, czy na skutek długiego przebywania w samotności, żaden z tych powodów nie jest wystarczajaacym usprawiedliwieniem dla takich zachowan w obecności obcej osoby /czyli mnie/.
Ponieważ na pewno moje dzieci obruszą się przy czytaniu i powiedzą sobie, jak to! sama też puszczsz bąki i młaskasz,, ale moi kochani , nie tak, nie tak! I na pewno nie w pierwszych chwilach przebywania w nowym towarzystwie, i właściwie dopiero wtedy, kiedy atmosfera robi sie że tak powiem rodzinna,,. Ale w tym miejscu muszę Wam , dzieci podziekować za zwracanie mi uwagi na mój brak kultury. Odtad staram się, aby moje zachowanie nie obrzydzało faktu przebywania ze mną.
Ta bezceremonialność kapitana, oraz inne cechy wskazujące na brak empatii sprawiły, że już od pierwszych godzin spędzonych na łódce mam wielką ochotę być gdzieś indziej.
Na Tonga przyleciałam z Darwin . Tak jak uzgodniłam wcześniej z kapitanem, z lotniska wzięłam taksówkę, niedrogo jak na australijskie warunki, do których przywykłam.
Oczywiście milej by było, żeby kapitan oczekiwał mojego przylotu na lotnisku, ale niech tam.
Taksówkarz był bardzo miły i rozmowny, opowiadał o historii Tonga, do czasu, kiedy pokapował, że ja za kilka dni opuszczam Tonga i na żadną wycieczke krajoznawczą po wyspie mnie nie zabierze.
Szybko odjechał z miejsca, gdzie przy pirsie powinien oczekiwać na mnie kapitan.
Nikogo nie było, co zbiło mnie nieco z pantałyku, na szczeście ów wkrótce sie pojawił.
Malutki, lekko kulejacy i całkowicie wyluzowany. jakby przylot nowej załogi nie wywierał na nim żadnego wrażenia.
Z trudem zapakowaliśmy moje bagaże , kapitan nie wyrywał sie, żeby mnie wyręczać, bo strasznie ciężkie one, ale też nie wymigiwał się od pomocy.
Po dwudziestu minutach dotarliśmy do kotwicowiska, Big Mama s Yacht Club na Pangai Motu, 1,5 mili od Stolocy Nuku A lofa.
Pierwszy rzut na stan łodki, wystarczył mi, żeby się upewnić, że żadnych przygotowań w związku z moim przylotem nie było i nie będzie. No dobra, myśle sobie, może ma niedobre doświadczenia z poprzednimi załogami i gotowy jest raczej na najgorsze niz na najlepsze / czyli na mnie!/
Kolejne godziny i dni upewniały mnie jednak w przeświadzczeniu, że z tej mąki chleba nie będzie / a propos chleba, przedwczoraj upiekłam chleb , taki dobry!/
Kapitan jest typem introwertyka, mało mówi, mało też robi ,, może ma bogate wnętrze?
Niech inni odkrywają.
Na szczęście jednak łodka jest w bardzo dobrym stanie, kapitan jest kompetentny i cierpliwy, więc prawdopodobnie wytrzymam do Nowej Zelandii.
Niestety Tonga rozczrowało mnie niska temperaturą powietrza i wody; co prawda pływałam kilka razy / nareszcie!!/ ale dobrze ubrana i niedługo. Tyle sobie obiecywałam po tych kilku dniach na Tonga,, hm,, dzisiaj jednak świeci słońce i na pewno bedzie cieplej.
Kotwicowisko przy Big Mama s YC jest pełne łodek, przypływają, odpływają oczywiście wszystkie w kierunku Nowej Zelandii, jakby nie było innych bezpiecznych miejsc na Pacyfiku. Jest jena łodka z Czech, jedna z Austrii, i jedna załoga z Węgier. Srodkowa Europa górą!!!
My też wkrótce ruszymy, jeszcze czeka nas przedurodzinowe przyjęcie Big Mama s, urodzinowe to bedzie zbyt duże pijaństwo, wiec chyba odpuścimy/ ,ostatnie zakupy i,, w drogę!
Kapitan łódki,na której jestem od kilku dni ma ich, moim zdaniem zbyt wiele.
Mam na myśli mlaskanie przy jedzeniu, bekanie i puszcznie baków bez żadnej żenady, o "przepraszam" nie wspomnę.
Ja nie wiem ,czy to przez brak wychowania, czy na skutek długiego przebywania w samotności, żaden z tych powodów nie jest wystarczajaacym usprawiedliwieniem dla takich zachowan w obecności obcej osoby /czyli mnie/.
Ponieważ na pewno moje dzieci obruszą się przy czytaniu i powiedzą sobie, jak to! sama też puszczsz bąki i młaskasz,, ale moi kochani , nie tak, nie tak! I na pewno nie w pierwszych chwilach przebywania w nowym towarzystwie, i właściwie dopiero wtedy, kiedy atmosfera robi sie że tak powiem rodzinna,,. Ale w tym miejscu muszę Wam , dzieci podziekować za zwracanie mi uwagi na mój brak kultury. Odtad staram się, aby moje zachowanie nie obrzydzało faktu przebywania ze mną.
Ta bezceremonialność kapitana, oraz inne cechy wskazujące na brak empatii sprawiły, że już od pierwszych godzin spędzonych na łódce mam wielką ochotę być gdzieś indziej.
Na Tonga przyleciałam z Darwin . Tak jak uzgodniłam wcześniej z kapitanem, z lotniska wzięłam taksówkę, niedrogo jak na australijskie warunki, do których przywykłam.
Oczywiście milej by było, żeby kapitan oczekiwał mojego przylotu na lotnisku, ale niech tam.
Taksówkarz był bardzo miły i rozmowny, opowiadał o historii Tonga, do czasu, kiedy pokapował, że ja za kilka dni opuszczam Tonga i na żadną wycieczke krajoznawczą po wyspie mnie nie zabierze.
Szybko odjechał z miejsca, gdzie przy pirsie powinien oczekiwać na mnie kapitan.
Nikogo nie było, co zbiło mnie nieco z pantałyku, na szczeście ów wkrótce sie pojawił.
Malutki, lekko kulejacy i całkowicie wyluzowany. jakby przylot nowej załogi nie wywierał na nim żadnego wrażenia.
Z trudem zapakowaliśmy moje bagaże , kapitan nie wyrywał sie, żeby mnie wyręczać, bo strasznie ciężkie one, ale też nie wymigiwał się od pomocy.
Po dwudziestu minutach dotarliśmy do kotwicowiska, Big Mama s Yacht Club na Pangai Motu, 1,5 mili od Stolocy Nuku A lofa.
Pierwszy rzut na stan łodki, wystarczył mi, żeby się upewnić, że żadnych przygotowań w związku z moim przylotem nie było i nie będzie. No dobra, myśle sobie, może ma niedobre doświadczenia z poprzednimi załogami i gotowy jest raczej na najgorsze niz na najlepsze / czyli na mnie!/
Kolejne godziny i dni upewniały mnie jednak w przeświadzczeniu, że z tej mąki chleba nie będzie / a propos chleba, przedwczoraj upiekłam chleb , taki dobry!/
Kapitan jest typem introwertyka, mało mówi, mało też robi ,, może ma bogate wnętrze?
Niech inni odkrywają.
Na szczęście jednak łodka jest w bardzo dobrym stanie, kapitan jest kompetentny i cierpliwy, więc prawdopodobnie wytrzymam do Nowej Zelandii.
Niestety Tonga rozczrowało mnie niska temperaturą powietrza i wody; co prawda pływałam kilka razy / nareszcie!!/ ale dobrze ubrana i niedługo. Tyle sobie obiecywałam po tych kilku dniach na Tonga,, hm,, dzisiaj jednak świeci słońce i na pewno bedzie cieplej.
Kotwicowisko przy Big Mama s YC jest pełne łodek, przypływają, odpływają oczywiście wszystkie w kierunku Nowej Zelandii, jakby nie było innych bezpiecznych miejsc na Pacyfiku. Jest jena łodka z Czech, jedna z Austrii, i jedna załoga z Węgier. Srodkowa Europa górą!!!
My też wkrótce ruszymy, jeszcze czeka nas przedurodzinowe przyjęcie Big Mama s, urodzinowe to bedzie zbyt duże pijaństwo, wiec chyba odpuścimy/ ,ostatnie zakupy i,, w drogę!
poniedziałek, 22 września 2014
autobus
w Australii autobus jest moim głównym środkiem lokomocji. A że jestem już tutaj dość długo, żeby nie powiedzieć za długo, to mam na ich temat so nieco do powiedzenia.
Po pierwsze, generalnie w autobusach jest piekielnie zimno. Air condition na ful i nie pomagają mizdrzenia do kierowcy i ostentacyjne zacieranie rąk. Dlatego, choć temperatura na zewnątrz jest bliska lub powyżej 30 Stopni, ja przezornie ubieram długie spodnie i w torbie noszę jedwabny szal, prezent od moich kuzynek z Katowic, którym szczelnie się otulam. To pomaga mi przetrwać te dwadzieścia minut.
Po drugie połowę pasażerów stanowią Aborygeni, szczególnie wieczorem zachowują sie niezwykle hałaśliwie, maja trudności z podjęciem decyzji, kiedy wysiąść, często dyskutują z kierowcą , no własnie o czym oni mogą dyskutować? i ponieważ żadko się myja, nieładnie pachną. Większość z nich jest pod wpływem alkoholu, co pewnie dużo tłumaczy, ale często czyni podróż nieznośną.
Po następne, kierowcy nie potrafią porządnie zatrzymać autobusu, zawsze,, zawsze szarpią na wszystkie strony i to pewnie dlatego jest tu zwyczaj, że do wysiadania zabieraj się dopiero jak autobus stanie, nie wcześniej. Podobnie jest z ruszaniem z miejsca, lepiej jest siaść zawczasu.
Spostrzegłam też różnice stanowe w zachowaniu kierowców.
w Queensland kierowcy są nieziemsko przyjacielscy, jeden to nawet witał sie ze mna i z innymi kobietami także ,gorącym uściskiem i oczywiście znał mnie z imienia, a ja wiedziałam gdzie i z kim spędza swoje wakacje.
Bywało że nie chcieli opłaty za bilet, n o po prostu jedź sobie dobra kobieto!
W Darwin ich uprzejmość ogranicza sie do hello, jak się masz!
We wszystkich autobusach jest mnóstwo napisów, na nich to doskonale moj angielski, i dziekuję za to.
aha, jeden przejazd kosztuje 3 dolary, bilet jest ważny dwie godziny, ale ja kupuję bilet tygodniowy, za jedzyne 20.
Po pierwsze, generalnie w autobusach jest piekielnie zimno. Air condition na ful i nie pomagają mizdrzenia do kierowcy i ostentacyjne zacieranie rąk. Dlatego, choć temperatura na zewnątrz jest bliska lub powyżej 30 Stopni, ja przezornie ubieram długie spodnie i w torbie noszę jedwabny szal, prezent od moich kuzynek z Katowic, którym szczelnie się otulam. To pomaga mi przetrwać te dwadzieścia minut.
Po drugie połowę pasażerów stanowią Aborygeni, szczególnie wieczorem zachowują sie niezwykle hałaśliwie, maja trudności z podjęciem decyzji, kiedy wysiąść, często dyskutują z kierowcą , no własnie o czym oni mogą dyskutować? i ponieważ żadko się myja, nieładnie pachną. Większość z nich jest pod wpływem alkoholu, co pewnie dużo tłumaczy, ale często czyni podróż nieznośną.
Po następne, kierowcy nie potrafią porządnie zatrzymać autobusu, zawsze,, zawsze szarpią na wszystkie strony i to pewnie dlatego jest tu zwyczaj, że do wysiadania zabieraj się dopiero jak autobus stanie, nie wcześniej. Podobnie jest z ruszaniem z miejsca, lepiej jest siaść zawczasu.
Spostrzegłam też różnice stanowe w zachowaniu kierowców.
w Queensland kierowcy są nieziemsko przyjacielscy, jeden to nawet witał sie ze mna i z innymi kobietami także ,gorącym uściskiem i oczywiście znał mnie z imienia, a ja wiedziałam gdzie i z kim spędza swoje wakacje.
Bywało że nie chcieli opłaty za bilet, n o po prostu jedź sobie dobra kobieto!
W Darwin ich uprzejmość ogranicza sie do hello, jak się masz!
We wszystkich autobusach jest mnóstwo napisów, na nich to doskonale moj angielski, i dziekuję za to.
aha, jeden przejazd kosztuje 3 dolary, bilet jest ważny dwie godziny, ale ja kupuję bilet tygodniowy, za jedzyne 20.
Subskrybuj:
Posty (Atom)