środa, 2 maja 2018

nareszcie na wodzie

dzisiaj, płynąc dhingi do mariny w Tutukaka posłałam naszej łódeczce całusa, taka jest piękna!
Zewnątrz zmian jest niewiele, ale za to jakie znaczące :kadłub lsni kolorem złamanej bieli, pomarańczowy pas na górze burty błyska poarańczowo, no i te wesołe, pomaranczowo_niebieskie napisy 3 OCEANS własnoręcznie wykonane, ach łódeczko, wypiękniałaś, wypiękniałaś!
Najtrudniejszej roboty nie widać - to nowy coopercoat, kilka warstw specjalnej miedzianej farby epoksydowej, która chroni kadłub przed porostami, ale za to dała się odczuć w czasie naszej pierwszej poremontowej żeglugi: mamy o jeden węzeł wiekszą prędkość i łódka sunie gładko, robiąc lekko sześć węzłów przy drugim refie i trzech czwartych genui. Ta prędkość to też za sprawą znacznego odciążenia rufy, pozbyliśmy się bowiem ciężkiego stalowego rusztowania paneli słonecznych , zmieniliśmy też panele na lekkie i dinghy też zyskała nowy lżejszy podnośnik.
Ta dzisiejsza, piętnastomilowa żegluga z Whabgarei do Tutukaka przekonała nas, że tak jak zwykle, łódka płynie sama, wszystkie elementy działają sprawnie i zostało nam doprawdy kilka drobnych prac, by być całkowicie gotowymi do drogi.
Efekt naszej czteromiesięcznej pracy jest najbardziej odczuwalny i widoczny wewnątrz jachtu. Tu lista prac jest dłuuuuga, ale najbardziej cieszy ogrzewanie /powietrzem, takie jakiego używają kierowcy ciężarówek na parkingach, ciepła woda w dwoch miejscach / niestety toaleta Guy ma tylko zimną wodę, biedaczek nabiera ciepłej w kuchni, ja za to mam ciepłą w prysznicu/ no i oczywiście MOJA TOALETA, teraz najładniejsze miejsce na łódce!
Dobrze, że już skończyły sie te remonty, bo ledwo żyję i pewnie trzeba będzie kilku dni, żeby odzyskać formę. Ta bardzo się przyda, żeglowanie z Nowej Zelandii na Tahiti to ciezkie wyzwanie, przede wszystkim trzeba obrać jakąś strategię, droga na wprost nie wchodzi w rachubę przy zimowym układzie barycznym, który generuje głównie wiatry wschodnie północne albo południowe.
Tutejszy guru meteorologiczny, Bob Devis poleca w tym roku zamiast płynąć na poludnie i potem na północ obrać drogę najpierw na wschód a potem na północ, czyli nie szukać wiatru na czterdziestych szerokościach>
Bardzo by nam to odpowiadało, bo im dalej na południe, tym zimniej, i poza tym Guy ma złe doświadczenia ze swojej ostatniej żeglugi na tej trasie, dostał sie w obszar dużej depresji, która była cyklonem nad Nową Zelandią i poszalała jeszcze trochę na południowym Pacyfiku.
Tak więc będziemy przekraczać trasy depresji z dwóch kierunków, te regularne znad Morza Koralowego i wybryki z południa, które wędrują ku północy jeśli nie napotkają  zapory w postaci wyżu.Za tydzień, po załatwieniu ostatnich sprawunków w Whangarei/ idziemy nawet do mariny Mardsen Cove na dwa dni i wypożyczamy auto/ będziemy wyglądać jakiegoś dobrego układu barycznego, żeby chociaż na początku mieć pomyślny wiatr, niestety musi to być na plecach niżu znad Morza Tasmańskiego, niestety, bo nikt nie lubi niżowej pogody, wieje i leje, ojoj, może jakiś cud się zdarzy i popłyniemy ze słońcem! Ach, słońca, słońca nam trzeba!


środa, 28 marca 2018

remont, remont, remont

W nowej Zelandii robi sie coraz zimniej, koniec lata sie zbliza, a my jaky ciagle w lesie!
Pracujemy prawie bez przerwy od czasu przybycia i chociaz wiele prac udalo sie zakonczyc, to juz teraz wiadomo, ze kilku nawet nie uda sie zaczac!
Jestesmy oboje bardzo zmeczeni, patrzenie na kalendarz coraz bardziej nas stresuje, ale nie dajemy sie.
nie wzsystko udaje sie od razu - na ponizszym zdjeciu widac moje beznadziejne proby namalowania flagi francuskiej - widoczne sa trzy podejscia, dopiero czwarte okazalo sie poprawne. na innych zdjeciach widac jak wyglada moja kabina, moja lazienka i o prosze, nareszcie cos pozytywnego - lazienka Guy.
Aktualny projekt to instalacja drugiego / pierwszy juz zainsalowany dwa tygodnie temu/ zbiornika paliwowego. Dzisiaj rano jeszcze ciekl, ale GUy uporal sie z tym problemem, pozostaje podlaczyc kable pompy elektrycznej, upewnic sie, ze pierwszy zbiornik nie cieknie i mozna lac paliwo.
Jeden z ladniejszych projektow, szczesliwie  ukonczony, to nowa platforma rufowa z odnowiona drabinka, miala ona tez kilka podejsc, ale jak widac wygralismy bitwe z materia nieozywiona ,ktora tym razem pomieszala lakier z nieodpowiednim rozpuszczalnikiem i nie pozwolola mu wyschnac / trzy podejcia malowania i zdzierania/
Najtrudniejszy projekt tez ukonczony to wymiana zbiornika na wode , zeby wyciagnac stary trzeba bylo wynajac mlot pneumatyczny do rozbicia epoxybetonu dookola stalowego zbiornika, to byla bardzo ciezka robota!












sobota, 30 grudnia 2017

Nowy Roczku kochany!
okaz sie nam laskawy, daj pozeglowac!
I niech ta robota szybko sie skonczy!

piątek, 22 grudnia 2017

Swięta w Nowej Zelandii

słuchajcie tylko! jutro nasza kochana łódeczka wychodzi z wody na suchy ląd!
ten dramat odbywać się będzie w Nowej Zelandii, gdzie po raz drugi zawitaliśmy na pokładzie 3oceans.
Obejrzeliśmy sobie dokładnie nasze owe miejsce do życia przez około cztery miesiące w Port Whangarei Marina Centre, w marinie leżącej przy ujściu rzeki w mieście Whangarei..Nawet nam się podoba , o ile w ogóle takie miejsce może się podobać. Jest dobre zaplecze socjalne i jak wszędzie w Nowj Zelandii fajni, nieproblemowi ludzie.
No bo właśnie jesteśmy już w Nowej Zelandii!! A jak fajnie się płynęło prawie miesiąc z Raiatei na Wyspach Towarzystwa!
Ale teraz już na twardym gruncie z wielką, muszę przyznać ochotą, zabieramy się do pracy na łódce, na pierwszy ogień poszedł kadłub - musimy zeszlifować i potem położyć nową ochronę na część podwodną kadłuba. Wybieramy wersję najtrudniejszą, najdroższą ale za to na długie lata - coper coat, czyli mieszankę miedzi i epoxy, która chroni kadłub przed porostami.
Poza tym nowośc w naszym życiu - mamy własny samochód - wiekową toyotę corollę ale jeżdzi jak marzenie, szkoda, że nie możemy jej zatrzymać , albo zabrać ze sobą. Tak więc po siedmu latach przerwy znów zasiadam za kierownicą, ale po tej drugiej stronie , Nowa Zelandia ma tak samo jak Anglia i na razie prowadzę tylko w "bezpiecznych" miejscach, najczęściej na terenie yardu,  gdzie stoi łódka, np. do ubikacji albo do pralni  i z powrotem.
 Zbliżają się Święta i tu wszyscy robią sobie wolne na dwa tygodnie a my wykorzystamy ten czas na roboty "niedozwolone" ; powinno nam się upiec, bo nie ma nikogo kto by nam cokolwiek zakazał - wszyscy ruszyli na świąteczny wypoczynek. Czuje się  , że Nowa Zelandia to kraj , który przysposobił sobie tradycję obchodzenia Świąt, ale na pewno tradycji tej nie ma we krwi, tak jak my , Europejczycy, lub Polacy. Święta pojmują jako okres jedzenia i picia, bez tej wzruszającej ,tkliwej atmosfery świątecznej, której nikomu od nas nie trzeba nawet tłumaczyć. Za którą się tęskni.
Wszystkim Wam życzę jak najwięcej tej tkliwości i wzruszeń na świąteczny czas.