jak już pisałam czeladniczę u żaglomistrza. Niewtajemniczonym mogłoby się zdawać, ze praca taka polega głównie na szyciu żagli.
W zasadzie tak, jeśli weźmie się pewną poprawkę.
Bo szycie to głównie klejenie,klei się albo taśma dwustronnie klejącą albo ciśnieniowym sprayem, prucie to przeważnie cięcie nożykiem, krojenie to też cięcie tylko że ciepłem, to jest elektrycznym nożem który zamiast ostrza ma kawałek rozgrzewającego się do czerwoności metalu, a mierzenie to przenoszenie na rozstawionych palcach odpowiedniej miary.Jak brakuje palców, to bierze się byle co, kawałek metalowego prętu albo pasek papieru.
Praca często odbywa się na podłodze w pozycji klęczącej a sam proces zszywania to jakby nagroda za wszystkie poprzednie trudy.
Jest jednak jedna taka maszyna, gdzie odległość do koła zamachowego,no wiecie, takie kółko po prawej stronie maszyny, z którego najbezpieczniej jest rozpoczynać szycie jest większa niż dlugość mojego ramienia i muszę wstać, żeby go dosięgnąć.
Ale są też dobre, ba wspaniałe nawet strony tej pracy, zważywszy, że pracodawca jest zarazem posiadaczem regatowej łodki , na którą, po kilku miesiącach pracy wreszcie mnie zaprosił!
Co ja Wam będę pisać! To trzeba przeżyć samemu,, oszałamiająca prędkość, przechyły takie, że tylko wywiesiwszy nogi za nawietrzną burtę można siedzieć w miarę bezpiecznie, pokrzykiwania, czasem wrzaski komenderujących, których znaczenia oczywiście nie pojmuję i tylko dlatego, że powtarzają je do skutku, mogę wykapować w końcu o co chodzi i jeśli nie jest za późno , zrobić co trzeba.
Z czystym sumieniem mogą powiedzieć, że dzień takiego regatowania był najfajnieszym dniem w całym tym australijskim bytowaniu.
niedziela, 18 maja 2014
piątek, 11 kwietnia 2014
Mira kolo wody
No ,prosze sobie wyobrazic, w sklepach z odzieza w Airlie Beach pojawily sie pulowery!!!
To niechybnie oznacza, ze lato ma sie ku koncowi i ida zimowe czasy.
mam nadzieje przetrwc te zime na ladzie w cieplutkim mieszkanku na obrzezach miasteczka,, moze nawet uda sie poplywac czasami , jak mrozy zelzeja,,
poki co jednak upaly jak zwykle, dobrze ze w robocie klimatyzacja.
dzisiaj szylam torbe na zagiel,, oszalamiajacej dlugosci 8 metrow!
kolega ten zagiel szyje juz od tygodnia, i tylko sobie nie moge wyobrazic , kto ten zagiel wciagnie na maszt!
cale szczescie, ze to nie ja.
niektore zagle sa takie ciezkie, ze trzeba je transportowac na podniosniku do hali, gdzie rozciagniete na podlodze zajmuja cala jej powierzchnie. Potem reperacja takiego kawalka to glownie chodzenie i podciaganie, zeby przeszyc kawalek po kawaleczku.
Od tygodnia pracuje tez nad bimini dla zaprzyjaznionej lodki,, bardzo skomplikowany daszek nak kokpitem
tu okienko, tam drugie, w sumie bedzie 5 czesci.
Tak oto wyglada moje niezeglowanie obecnie.
Ale ale, dla wszystkich , ktorzy chcieliby dostac ode mnie widokowke z pieknego Airlie Beach, podajcie prosze adres pocztowy , wysle cudowny obrazek , ktory moze rozbudzi w Was marzenia zeby mnie tu odwiedzic!!!moj adrws mailowy to
szawele@gmail.com
To niechybnie oznacza, ze lato ma sie ku koncowi i ida zimowe czasy.
mam nadzieje przetrwc te zime na ladzie w cieplutkim mieszkanku na obrzezach miasteczka,, moze nawet uda sie poplywac czasami , jak mrozy zelzeja,,
poki co jednak upaly jak zwykle, dobrze ze w robocie klimatyzacja.
dzisiaj szylam torbe na zagiel,, oszalamiajacej dlugosci 8 metrow!
kolega ten zagiel szyje juz od tygodnia, i tylko sobie nie moge wyobrazic , kto ten zagiel wciagnie na maszt!
cale szczescie, ze to nie ja.
niektore zagle sa takie ciezkie, ze trzeba je transportowac na podniosniku do hali, gdzie rozciagniete na podlodze zajmuja cala jej powierzchnie. Potem reperacja takiego kawalka to glownie chodzenie i podciaganie, zeby przeszyc kawalek po kawaleczku.
Od tygodnia pracuje tez nad bimini dla zaprzyjaznionej lodki,, bardzo skomplikowany daszek nak kokpitem
tu okienko, tam drugie, w sumie bedzie 5 czesci.
Tak oto wyglada moje niezeglowanie obecnie.
Ale ale, dla wszystkich , ktorzy chcieliby dostac ode mnie widokowke z pieknego Airlie Beach, podajcie prosze adres pocztowy , wysle cudowny obrazek , ktory moze rozbudzi w Was marzenia zeby mnie tu odwiedzic!!!moj adrws mailowy to
szawele@gmail.com
piątek, 4 kwietnia 2014
Airlie Beach
otrzymalam kilka maili z pytaniem co sie stalo, ze nic nowego nie pisze, wiec spiesze doniesc, ¿e wlasnie wznawiam blogowanie. Nie pisalam, bo trudno mi bylo pogodzic wymogi dosc skomplikowanej sytuacji powastalej na linii Ja _ Australia i pisac prawdziwa prawde nie narazajac siê na klopoty.
Sytuacja powoli sie klaruje, mam oto pozwolenie na prace i praktycznie zakaz opuszczania Australii.
To pierwsze cieszy mnie ogromnie,, bo budzet, musze sie przyznac nielicho nadszarpniety, ba potargany wrecz a to nie ulatwia poruszania sie nawet jezli mam na mysli tylko zeglowanie.
To drugie mnie wkurza, bo co jak co , ale wszelakie ograniczenia mojej wolnosci prowokuja mnie do buntu ,, a tu buntowaæ sie nijako nie moge...
No , ale glowa do góry, mówie sobie, przez te kilka miesiecy wody w Pacyfiku nie ubedzie a czas mija mi tu tak szybko, ze juz dwa razy srode przezywam w czwartek i dziwilam sie niespodziewanemu nadejsciu piatku!
Airlie Beach stalo sie moja australijska przystania na dluzej i trudno o lepsze miejsce. Niezaleznie od pogody podoba mi sie tutaj coraz bardziej.Malutkie centrum miasteczka obrzezonego dwoma duzymi marinami. Otwarty basen w parku w centrum. Urocza sciezka dla spacerowiczów wzdluz brzegu z widokiem na otwarta wode i kotwicowiska.
Slowem paradise.
jak ciezko mi pisac, mozecie sprawdzic na zdjeciu mojego laptopa, ledo przezyl upadek na podloge w czasie zeglugi na Fiji i stan niestety stale sie pogarsza.
Moja kondycja tez nie najlepsza, dokucza mi kolano, i juto mam zamiar udac sie na zabieg akupunktury, byla tak skuteczna przy poprzednich problemach, ze i z tym opuchnietym kolanem tez powinna sobie poradzic. jak nie, to pojde do lekarza.
Sytuacja powoli sie klaruje, mam oto pozwolenie na prace i praktycznie zakaz opuszczania Australii.
To pierwsze cieszy mnie ogromnie,, bo budzet, musze sie przyznac nielicho nadszarpniety, ba potargany wrecz a to nie ulatwia poruszania sie nawet jezli mam na mysli tylko zeglowanie.
To drugie mnie wkurza, bo co jak co , ale wszelakie ograniczenia mojej wolnosci prowokuja mnie do buntu ,, a tu buntowaæ sie nijako nie moge...
No , ale glowa do góry, mówie sobie, przez te kilka miesiecy wody w Pacyfiku nie ubedzie a czas mija mi tu tak szybko, ze juz dwa razy srode przezywam w czwartek i dziwilam sie niespodziewanemu nadejsciu piatku!
Airlie Beach stalo sie moja australijska przystania na dluzej i trudno o lepsze miejsce. Niezaleznie od pogody podoba mi sie tutaj coraz bardziej.Malutkie centrum miasteczka obrzezonego dwoma duzymi marinami. Otwarty basen w parku w centrum. Urocza sciezka dla spacerowiczów wzdluz brzegu z widokiem na otwarta wode i kotwicowiska.
Slowem paradise.
jak ciezko mi pisac, mozecie sprawdzic na zdjeciu mojego laptopa, ledo przezyl upadek na podloge w czasie zeglugi na Fiji i stan niestety stale sie pogarsza.
Moja kondycja tez nie najlepsza, dokucza mi kolano, i juto mam zamiar udac sie na zabieg akupunktury, byla tak skuteczna przy poprzednich problemach, ze i z tym opuchnietym kolanem tez powinna sobie poradzic. jak nie, to pojde do lekarza.
piątek, 31 stycznia 2014
cyklon Dylan
od kilku dni wieje porządnie i nawet dzisaj nie opuściliśmy łódki. Ostatnie połaczenie z internetem pozwoliło nam dowiedzieć się, że owa obdarzająca nas deszczem i wiatrem depresja nabrała jż siły cyklonu i nadano mu imię Dylan.
Wczorajsza noc minęła dość spokojnie alarm kotwicowy się nie włączył ani razu, ale koło południa zapipkał pierwszy raz i Ian uruchomił silnik, tak na wszelki wypadek. Przeanalizowaliśmy sytuację i doszliśmy do wniosku, że z powodu niskiej wody zwiększył się promień cyrkulacji wokół boi, do której jesteśmy przycumowani.
Poza tym, że kiwa i huczy wiatr nic nam się nie dzieje.
Za to inni mają trochę kłopotów.
Dwa dni temu, kiedy już mocno wiało, przypłynął samotnie żeglujący nieborak i usiłował złapać boję. Podchodził do niej kilkakrotnie, aż wreszcie my ruszyliśmy tyłki i połynęliśmy mu naszą dinghi na pomoc. Szybko dopłynęliśmy do boi, przywiązałam do niej długą linę , a drugi jej koniec podaliśmy na poklad łodki, a żeglarz obdarzył nas szerokim uśmiechem i spojrzeniem pełnym wdzięczności.
Jak powiedziała mi moja córka, znow team Ian-Mira w akcji ratowniczej.
Dzisiaj , trochę z obowiązku a trochę z nudów obserwujemy zatokę. i tak, trzy jachty mają łopoczące żagle przednie, ktore pod wpływem wiatru rozwinęły się z rolfoków. jeden z nich ma już żagiel w strzępach.
Jeden katamaran pływa do góry dnem, ale to bardzo maluutki katamaran i można mu wybaczyć.
Jedna łodka stojąca na kotwicy zaczęła wlec kotwicę i dobrze , że Ian poradził im wcześniej, żeby założyli awaryjną linę na pobliską boję. teraz stoją dobrze na tej boi.
Jeden jacht, bardzo ładny ,też uwolnił się z uwięzi i teraz stoi na mieliźnie a fale rzucają nim bezlitośnie.
Jeden jacht stoi już w szuwarach ale to jakiś cieniak, stoi tam już trzeci dzień, a wtedy wcale tak nie wiało.
My mamy na stole pachnące ciasto drożdzowe z posypką i kamizelki ratunkowe.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

